Archive for ◊ Czerwiec, 2010 ◊

• 2010-06-28

Tempelfjorden-czoło lodowca Tunabreen Po trzech dniach pływania po Isfjordzie jesteśmy znów w Longyearbyen. Byliśmy pod lodowcem, w opuszczonej radzieckiej osadzie górniczej – Pyramiden i paru zatoczkach.

• 2010-06-22


Longyearbyen Jesteśmy w Longyearbyen. Za chwilę chcemy wypłynąć powłóczyć się po Isfjorden.
Płyneło się dobrze. Do Wyspy Niedźwiedziej z pólwiatrem i początkowo niemiłą, pomieszaną falą. Potem fala się wydłużyła i gnaliśmy przyjemnie… a sterowała sobie Babcia. czytaj dalej…
• 2010-06-21

Dopłynęliśmy na Spitsbergen – zimno tu :)

Na razie nie mamy dostępu do internetu, więc poniżej tylko mapka z naszą najnowszą pozycją:

• 2010-06-14

Wypływamy dziś. Jacht zaprowiantowany i sklarowany do wyjścia. Jeszcze tylko zatankujemy do pełna… prognozy na dwa dni dobre – zapowiada się pełny bajdewind do półwiatru. Potem niestety ma wiać z północy – zobaczy się.

Tymczasem wyłączamy komórki, a potem – jak tylko wejdziemy w zasięg cywilizacji zameldujemy się znów. Pewnie z tydzień nam zejdzie.

A gdy wolna chwila się znajdzie to zapraszamy do “Krótkiej relacji z rejsu 4″ oraz do galerii zdjęć >>REJS 4<<

• 2010-06-13

Rejs morski nr 4/2010 – krótka relacja.

Start: Trondheim – 29.05.2010

Meta: Tromso – 12.06.2010

Postój Żagle Silnik Mm
188 66 64 548

Załoga zaokrętowana w składzie:

I wachta: Ania

II wachta: Asia (zdjęcie) i Paweł (zdjęcie)

III wachta: Teresa i Michał – ZDJĘCIE

Odwiedzane porty: Rorvik,Bodo,Reine,Henningsvaer,Raften,Risoeyhamn

Reine Trzeba przyznać, że widokowo rejs fantastyczny. Lofoty to miejsce piękne. I nawet Artur – choć jego stoicki charakter kłóci się nieco z wyrażaniem takiego zachwytu – potwierdza to za mną.
Początkowo dostaliśmy nieco “w kość” od pogody. Na trasie do Bodo bardzo dużo deszczu i mgieł. Zimno. (Od tego deszczu to urosło mi się nawet – dowód tutaj)

Na szczęście pogoda na Lofotach odpłaciła nam z nawiązką. Z Reine “wachtami”* wybraliśmy się na zwiedzanie wyspy i każdy na swój sposób dotarł do ostatniej miejscowości na wyspie – A (po norwesku zanczy to “tam, daleko”). Asia z Pawłem w jedną stronę dojechali busem, a wrócili spacerem. Teresa z Michałem całą drogę przebyli pieszo… a ja sprytnie pożyczyłam rower od polskich rybaków.

Jadąc “moją kozą” czułam się trochę jak Kazimierz Nowak. Co prawda dystans i klimat nieco inny… ale też “Tam i z powrotem” :). Już w połowie wycieczki stanowiłam całość z moim rowerem (tutaj dowód). Przyświeciło słońce i w krajobrazie wreszcie pojawił się kolor błękitny. Widoki bajkowe – strzeliste góry z łatami śniegu i małe kolorowe domki. Wszędzie stojaki z suszonym dorszem (choć to jeszcze nie pełnia sezonu na stokfisza). Było słonecznie i błogo (i zimno też trochę). Na ziemię sprowadzał smrodek stokfiszy, ale i dopełniał obrazu… to po prostu zapach Lofotów… A wieczorem zrobiło się magicznie. Reine-magiczne

Odbył się również pokaz mody nowego kreatora i modela (w jednym) Lofoty 2010. Styl sportowo-elegancki. Połączenie polara, dresów i marynarki z gumiakami. Wygodnie i elegancko… oraz ciepło. (zdjęcie)

Henningswaer Z Reine popłynęliśmy do Henningsvaer. Małe rybackie miasteczko, do którego wpływa się wzdłóż domków portowych. Dość malowniczo.
Potem był jednomilowy Trollfiord z wielką ścianą skalną opadającą pionowo do wody. Ładnie.
Do Tromso udało nam się dopłynąć na żaglach… widać nie zawsze biednemu wiatr w oczy ;)

*Artur popłynął na ryby – nałowił dużo.

Nasze zdjęcia z rejsu: TUTAJ (uwaga-dużo-ale trudno się było powstrzymać od “cykania”)