Zawrotna prędkość i Grenlandia.

[Not a valid template]Etap rozpoczął się od drobnych problemów- z powodu sztormu, zamiast w islandzkiej stolicy, Reykjaviku, w niedużym miasteczku na północy tegoż kraju (w krainie zwanej Fiordami Zachodnimi), Isafjordur. Cała załoga (czyli ja) dotarła jednak bez większych utrudnień, po to, by zmierzyc się z kolejnym wyzwaniem- uszkodzoną pompą wody chłodzącej przy silniku. Po dogłębnym zbadaniu przyczyn oraz rozważeniu wszystkich (dosłownie) możliwości dokonania remontu, wieczorem, w środę 09.07 (już w pełni sprawni pod każdym względem) ruszyliśmy w trasę. Zadowoleni z korzystnego kierunku wiatru, obraliśmy kurs prosto na wejście do Prins Christian Sund- z pewnością jednego z najbardziej malowniczych miejsc na półkuli północnej. Początkowo dość silny wiatr oraz towarzysząca mu fala zostały przywitane z niezbyt dużym entuzjazmem błędnika załogi, jednak osiągana średnia prędkość, oscylująca wokół 7-8 węzłów (rekordowe wskazanie- 11,9!) była co najmniej satysfakcjonująca. Następne dni przyniosły już znacznie łaskawszą pogodę, nie zmieniając przy tym kierunku wiatru. Spokojnym tempem, w towarzystwie delfinów i wielorybów, dotarliśmy w pobliże grenlandzkiego wybrzeża, gdzie czekała nas gęsta mgła. [Not a valid template]Niezbyt miła to niespodzianka, w szczególności, gdy wchodzi się w rejon występowania gór lodowych. Zatrzymać się nie sposób, więc trzeba brnąć. Znaczne obniżenie temperatury wody (która rekordowo wyniosła nawet -0,5 stopnia!) jak i powietrza zwiastowały bliskość lodu, więc spotkanie było tylko kwestią czasu. W czasie nocy, w warunkach obniżonej widoczności (a jakże by inaczej) pojawił się lód i od tamtej pory stał się obowiązkową i stałą pozycją w repertuarze widoków. Ku powszechnemu zadowoleniu (wszystkich dwóch osób), wejście do cieśniny Księcia Christiana było granicą występowania mgły- ta została za nami, jakby nożem odcięta, ustępując miejsca słońcu i bezchmurnemu niebu. Następne godziny upływały w miłym towarzystwie nienagannej pogody, lodu i oszałamiających widoków, jakie cieśnina ta ze sobą oferuje.[Not a valid template] Nieśpiesznym tempem, to na żaglach, to na silniku, pod wieczór 15.07 dotarliśmy do pierwszej miejscowości- Augpilagtoq. Wioska ta wydaje się być przerażająco odludnym miejscem- znajdująca się na cypelku, z trzech stron otoczona wodą, z czwartej zaś- górami. Nie sposób się tam dostać inaczej, jak wodą lub powietrzem- słowem: pustelnia. Mimo to, jest tutaj sklep, szkoła, boisko, kościół z cmentarzem, droga (całe 30 metrów szutrowej nawierzchni), a większość mieszkańców ma telefon komórkowy. Do tego sielskość pełną gębą- gdzieniegdzie leżą sobie żebra i kręgi jakichś całkiem sporych zwierząt morskich (najpewniej waleniopodobnych), a obok prania, na sznurkach, suszą się ryby. Korzystając z okazji zostaliśmy tam na noc. Następnego dnia, około południa, mimo chęci nieco dłuższego pozostania, wyruszyliśmy. Najsilniejszym argumentem ku wyjściu okazał napływający do portu (duże słowo) i gromadzący się wokół jachtu lód- rzecz o tyle ciekawa, że wejście do zatoczki, w której to staliśmy, było raczej wąskie- miało może nieco ponad 25 metrów szerokości. By nie zostać na zdecydowanie dłużej, niż zakładano, jacht Berg ruszył w trasę. [Not a valid template]W niezmiennie pięknych okolicznościach przyrody (i już nieco mniej korzystnym wietrze) płynęliśmy dalej, by dotrzeć do kolejnej miejscowości, Frederiksdal, położonej już w zdecydowanie bardziej dostępnej okolicy- jest tu nawet droga. Zarówno w pierwszej miejscowości, jak i w drugiej, przybycie jachtu było zdecydowanie dużym urozmaiceniem dla okolicznej ludności, w obu przypadkach zostaliśmy z uśmiechem powitani oraz obdzieleni informacjami na temat okolicy. Z Frederiksdal, które znajduje się przy wyjściu z ciśniny, można zauważyć, że niemal w miejscu, gdzie kończy się ląd, pojawia się mgła- wydawałoby się, że Grenlandia jest otoczona mgłowym szalem.
Kolejnymi punktami na trasie są miasto Nanortalik, wysepka o niewymownej nazwie na U, na której to znajduje się gorące jezioro, a także pewnie jeszcze kilka miejsc, w których będzie można przycupnąć w drodze do Narsarsuaq- wszak zostało jeszcze kilka dni do wykorzystania!

Autor: Wojciech Lasota

Więcej zdjęć z tego odcinka w GALERII REJSU 7

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *