Spędziliśmy trzy dni na wyspie i ruszamy zaraz na St Lucia.
Żeby poprawić humory tym co w ponurej zimie informujemy, że wczoraj cały dzień LAŁO „jak z cebra”… co prawda deszcz miał temperaturę 27 stopni… ale… LAŁO!
A skoro lało to pogoda BAROWA. Powstał więc nowy drink: herbata miętowa (z Maroka) + dżem z borówek (z Norwegii) + rum (z Barbados) + lód (najlepiej ze Spitsbergenu, ale tu zadowoliliśmy się lokalnym) + chemiczna cytrynka (z Kanarów). Pycha.
No wreszcie coś optymistycznego :)
Aniu, nie powiedziałaś najważniejszego: że ten drink otrzymał nazwę „Kapitan Berg”. I to – mam nadzieję – przejdzie do historii.
Jurek