Dopłynęliśmy sobie z wiatrem – czasem za słabym na żeglowanie bez silnika – ale zawsze z dobrego kierunku. A raz zawiało nawet mocniej i się genua potargała – więc my, zamiast odwiedzić po raz kolejny Porto, smakowaliśmy sobie porto w towarzystwie naszej drogocennej czechosłowackiej (!) maszyny do szycia. Też było dobrze.
Jesteśmy w Cascais – kurorciku pod Lizboną. Jeden dzień na zwiedzanie i w nocy płyniemy dalej – czas trochę się nam skurczył.
Właśnie ekipa szykuje się do Lizbony – filtr minimum ”trzydziestka”, krótkie spodenki *, aparaty fotograficzne z tysiącem obiektywów… tylko coś się wybrać nie mogą.
My zostajemy na jachcie. Przestawimy się na kotwicę, bo w marinie nie dość, że ceny z „high season” to do tego „doba hotelowa” kończy się o 14.00
*Tu (jakbyście nie zauważyli) przemyciłam informację o pogodzie ;)
Wiatry południowe zapędziły nas do Camarinas (Hiszpania). Planowaną wycieczkę do Santiago de Compostela zrujnowała godzina oczekiwania na autobus… Morale podupadło, sjesta się zaczęła… po prostu przestało nam się chcieć. Z tego wszystkiego ci, którzy są na wakacjach poszli się wykąpać… dobrze, że my się nie „zakwalifikowaliśmy”, bo woda ma 15 stopni!!
Za to zaplanowaliśmy trasę na 2011 rok. Na razie podajemy terminy, bo to najważniejsze. Opisy i cenę dodamy w ciągu tygodnia (taką mamy nadzieję).
ZOBACZCIE PLAN REJSÓW NA 2011 >>>TUTAJ<<<
Zapraszamy do obejrzenia planu rejsów na 2011 rok >>>Tutaj<<<
Mamy już plany na 2011 rok. Co powiecie na „przelot” przez Atlantyk i Karaiby w styczniu? Już szykujcie miesięczne urlopy! No bo co? Z nami nie popłyniecie?
Szczegóły niebawem.
I już początek nowego etapu. Dolecieli do nas: Maciej, Jurek, Piotrek i Łukasz. Pogoda dopisuje – w sensie słońca… ale wiatrowo znów katastrofa. Zaraz wypływamy w stronę Porto, ale pewnie zawiniemy jeszcze gdzieś po drodze. czytaj dalej…